Pewnego czerwcowego dnia, jedna z austriackich rodzin,wybrała się do lasu pod Alpami. Rodzice byli szczęśliwi, że udało im się wyrwać z codziennych obowiązków. Państwo Weber, bo tak mieli na nazwisko, zabrali ze sobą dwie córki. Siedemnastoletnią Lenę i piętnastoletnią Annę. Lena nie była zadowolona z wyboru rodziców. Wolałaby zostać w Wiedniu z przyjaciółką Laurą. Anna była szczęśliwa, że wreszcie zwiedzi te tajemnicze dla niej miejsca. Na jednej z polan, rodzina rozbiła obóz.
- Cholera, tu nie ma zasięgu.- krzyknęła zdegustowana Lena.
- Jesteśmy w lesie. Tu ma prawo nie być zasięgu, córcia.- powiedziała spokojnym głosem pani Weber.
- Dziewczyny!- odezwał się pan Weber, który właśnie skończył stawiać namioty.- Zbierzcie drewno na ognisko!
- Ugh, no dobra! Chodź Anna!- jęknęła.
Dziewczyny poszły głębiej w las. Po kilkunastu minutach, Lena zaczęła żałować, że wybrała baleriny, podczas gdy Anna miała swoje ulubione sneakersy. Zbierały patyki i patyczki. Każda miała pełne ręce.
- Wracajmy już.- poprosiła Lena.
- Czekaj, tam coś widać.- powiedziała Anna.
Rzeczywiście, w oddali było widać jaśniejsze zakątki lasu, co wydawało się niemożliwe, ze względu na porę. Lena i Anna podeszły do tego miejsca. Kiedy weszły w oświecone pole, przeszedł je dziwny dreszcz. Po chwili, kiedy się rozejrzały zobaczyły, że coś jest nie tak. Światło rozniosło się po okolicy rozświetlając wszystko. Na polanie rosły różnokolorowe kwiaty, których nie było wcześniej.
- Co się stało?- zapytała przerażonym głosem Anna.
- Nie wiem, ale to dziwne.- odpowiedziała rozglądając się.
Dało się słyszeć niezwykły śpiew ptaków i cichy chichot. Przerażone siostry, rozglądały się na wszystkie strony, szukając wyjścia z polany. Niestety, na próżno.
- Lena, ja się boję.- jęknęła Anna.
- Nie bój się.- pocieszała ją siostra.
Szły powoli przed siebie, kierując się śmiechem. Doszły do drugiego końca pierwszej polany. Śmiech stał się wyraźniejszy. Lena odgarnęła gałęzie i zamarła. Ich oczom ukazała się gromadka tańczących stworków. Dziewczyny zwolniły, nie chcąc ich przestraszyć, jednak po kilku krokach, Anna nadepnęła na jedną z gałązek, które leżały na ziemi. Tajemnicze istoty od razu to usłyszały i schowały się za wielkim drzewem rosnącym na środku polanki. Jedno z tych stworzeń nie schowało się. Siostry od razu zauważyły długie uszy wystające z boków głowy.
- Albo ja mam zwidy,albo to są elfy.- szepnęła Lena do Anny.
- Chyba tak.Poznaję po uszach.- odpowiedziała Anna już mniej przestraszona.
Obie dziewczyny nie wiedziały co o tym wszystkim myśleć. Czyżby równoległy wymiar w okolicach Alp?
- Czego tu szukacie?- rozległ się głos.
- Yyy... my zgubiłyśmy się.- odpowiedziała drżącym głosem Lena.
- Tak po prostu weszłyście do lasu i zgubiłyście się?-
- Przyjechałyśmy z rodzicami na obóz.- odezwała się Anna.
- Z rodzicami ?-
Dziewczyny skinęły zgodnie głowami.
- Nazywam się Galathiera, jestem przywódczynią elfów.- przedstawiła się.
Elfica przyjrzała się bliżej dziewczynom. Pamiętała przepowiednię sprzed kilku lat, o dwóch potomkiniach ludzkiej rasy, które przybędą zakończyć wojnę między dobrem i złem.
- Widzę w was coś niezwykłego.- zaczęła.
- Co takiego?- zapytała niepewnie Lena.
- Myślę, że możecie nam w czymś pomóc.-spojrzała na nie.
- W czym?- dopytywały się dziewczyny.
- Nie powinnyśmy rozmawiać na powietrzu. Wejdźcie do środka.- wskazała na drzewo.
Dziewczyny spełniły jej prośbę. Z wewnątrz drzewo było dużo większe niż z zewnątrz. Cała wewnętrzna część była oświetlona żółtym światłem. Wszędzie uwijały się elfy różnych rozmiarów. Jedne były malutkie, inne wysokie. Lena i Anna rozglądały się wciąż. Nadal nie mogły uwierzyć, że to się dzieje. Galathiera zatrzymała się przy stoliku.
- Podejdźcie tu.- zwróciła się do dziewczyn
Siostry podeszły. Na okrągłym stoliku,leżała wielka księga pisana w nieznanym im języku.
- Co to za język?- zapytała Anna.
- To jest język starożytny.Wkrótce go poznacie.-odpowiedziała.
Lena i Anna spojrzały na siebie.
- W tej książce, zapisane są wszystkie przepowiednie świata. Ostatnio, pojawiła się tutaj przepowiednia o dwóch członkiniach ludzkiej rasy przybyłych, aby skończyć wojnę trwającą już ponad 500 lat...- zaczęła mówić.
- A co my mamy z tym wspólnego?- spytała Lena.
- Wy dwie nimi jesteście... -